rys46_NEW

Trzeba obejrzeć „Kalkwerk” Lupy, koniecznie

To apel zwrócony nie tyle do publiczności, której rzymskie prawo mieć w rzyci ambitne formalnie spektakle, ale przede wszystkim do artystów, reżyserów teatralnych i aktorów, mających zaszczyt uczestniczyć w inscenizacji dramatów Stanisława Ignacego Witkiewicza.

Przytoczymy tu fragment przedstawienia w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego, „Witkacy: jest 20 do Xtej” w Teatrze Nowym w Słupsku, Scenariusz został napisany przez reżysera na podstawie sztuk i listów Witkacego i zagrany z temperamentem przez dobrych aktorów, dających z siebie naprawdę dużo. Wiemy też, że Andrzej M. Marczewski przygotowuje sie do swych spektakli nader solidnie, wystarczy poczytać przegląd źródeł zamieszczony na autorskiej stronie.

A jednak, psiakostka, nie wiem dlaczdego ludzie teatru i to bardzo zdolni artyści nie lubią (chyba, czy co?) postulatu Wielkiego Autora, który był powtarzany przez niego uporczywie przez lata, aby aktorzy grali apsychologicznie, aby nie cieniowali gry, gestu i słowa w zgodzie z sytuacyjnym prawdopodobieństwem. I wtedy wychodzi coś takiego atrakcyjnego, nawey, ale może zgodnie ze wskazaniami byłoby jeszcze atrakcyjniejsze:

 

No i co mi to może biduli teatralnej przeszkadzać? Przecież w porządku jest – na pędzie, na krzyku, spontan jak jasny gwint i w ogóle prima sort, bo przeciez kiedy ktoś krzyczy to ton wypowiedzi wrzaskliwie się wyrównuje i niby mamy niby spełniony postulat niepsychologizowania. Guzik mamy, mamy wrzask, w którym sami aktorzy się gubią.

A można zupełnie inaczej tylko należy wyciągnąć nauki z pracy mistrza i pooglądać jak to jest zrobione w „Kalkwerku” z 1992 r. Małgorzata Hajewska Krzysztofi i Andrzej Hudziak dali taki niesłychany i niespotykany koncert gry, ze nagroda Nobla, byłaby za małym wyróżnieniem. Kiedy wsłuchiwałem sie w tok, a własciwie powolny słowotok Hajewskiej Krzysztofik, to myślałem, że już, już kobieta sie potknie i padnie, że tuż, tuż do kompletnej kompromitacji interpretacyjnej, ze zaraz będzie katastrofa i koniec spektaklu. A tymczasem nie. Aktorka jakimś nieludzkim wysiłkiem strun głosowych i odpowiednią regulacją oddechu wychodziła z sytuacji zwycięsko. Triumf gry obojga aktorów i pokaz całkowicie apsychologicznego wypowiadania kwestii. Tę sztukę obejrzałbym chętnie z samym Witkacym, własnie wspólnie z nim. Musiałoby to na nim wywrzeć piekielne wrażenie…

A teraz niespodzianka dla wytrwałych. Drobne 3 godziny i 28 sekund wielkiej sztuki. Ostrzegam, że jeśli ktoś nie jest w formie, to numer alarmowy 112 może sie przydać. Ale wrażenie zostaje do końca życia:

Sztukę trzeba bardzo kochać!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *